Spotted II
Co prawda to nie nowość, ale byłem na tej stronie dawno temu i zapomniałem o jej istnieniu. Otóż

TUTAJ (tak, tutaj)

można sobie znaleźć archiwalne strony. Nieistniejące blogi, Onet z 1998 roku - wszystkiego nie ma, a część nie działa, ale to i tak niesamowite. Udało mi się znaleźć kilka blogów, które czytałem, a które niespodziewanie zniknęły pewnego dnia.
To oznacza również, że jeżeli ktoś np. usunął swojego bloga, ponieważ uważał za żenujący, to... nic z tego, nadal można go obejrzeć. Pocieszające jest być może to, że już nie w pełnym zakresie, ale jednak.

Wszystko, co napiszesz, może być użyte przeciwko tobie.
[Cała prawda o łobuzach]
ja kiedys rozmawialem z lobuzami - okazuje sie ze te wpierdole, kradzieze i gwalty to wszystko tak dla zartu naprawde, oni w glebi ducha sa sympatycznymi zgrywusami tylko trzeba miec dystans.
Mycie skraca życie
- Dlaczego ten pies tak szczeka?
- On tak zawsze, jak się człowiek nie myje.
- Nie myłeś się?
- Myłem.
- Sugerujesz, że ja się nie myłem?
- Z psem gadaj, nie ze mną, ja na ciebie nie szczekam.
- ...właściwie to nie miałem czasu się umyć po imprezie.
- A, widzisz.
Sztuka przeklinania
W lutym wszedłem w posiadanie "Ośmiojęzycznego słownika wyrazów brzydkich i zwrotów dosadnych" (pod którym nie chcą się podpisać językoznawcy z obawy przed "niepożądanymi komentarzami", o lol). Postanowiłem wypisać z niego kilka haseł, które mnie zdziwiły oraz haseł oczywistych z dość pociesznymi polskimi tłumaczeniami. Myślę, że PT Czytelnicy ubawią się tak samo, jak ja.

I Zabawne przekleństwa:

Bardacha - ubikacja
Bebzon, bandzioch - brzuch
Bengal - pierd, gaz
Bojek - przyjaciel dziewczyny (pejoratywnie)
Burdel na kółkach - wóz kempingowy [znam w innym kontekście - przyp. Krazov]
Ciągnij smugę! - wynoś się
Dupeusz - słabowita jednostka ludzka
Dupojebak - pederasta
Flak - zawód seksualny
Gównomularz - formularz urzędowy
Idę zobaczyć, czy rowery jeszcze stoją - idę się przewietrzyć [mój faworyt - przyp. Krazov]
Jebadło - sypialnia
Klimaksiara - kobieta w starszym wieku
Kule bilardowe - jądra
Łańcuchowiec - pies służbowy
Miazglak - nieudacznik życiowy
Namiocik - slipy męskie
Nożniak - futbolista
Oczojebka - lampka, żarówka
Oliwa - pijak [a to skąd? - przyp. K.]
Pizdojebka - lesbijka
Pizdryk - nieprzyjemny osobnik
Pokrywa od czajnika - czapka
Popychacz - bawidamek
Psie uszy - nieładne piersi kobiece
Stara ciota - doświadczony [sic!] pederasta
Stomatołek - dentysta
Szczać pod wiatr - mieć pecha
Szprycer - wino musujące
Sztachety - zęby
Tam, gdzie psy dupami szczekają - (brak wyjaśnienia)
Uszczelka mi poszła - mam katar
Walencja - nimfomanka
Walnąć w rogi - oszukać
Wędzarnia - niewietrzony pokój
Zawieszenie - nogi kobiece
Zlew na spermę - maniaczka seksualna

II Zabawne tłumaczenia i poetyckie przekleństwa

Barani łeb - niedorzeczny człowiek
Ciągnąć druta! - doprowadzić ustami do ejakulacji [to z podręcznika do biologii? - przyp. Krazov]
Cicho, bo przyjdzie Zdzicho! - przestań gadać
Cichodajka - prostytutka amatorka
Cienias - sportowiec o niskiej kondycji
Ciepły kącik - pokój kobiecy o złej reputacji
Co jest grane? - co tu się dzieje? [tłumaczenie przez tłumaczenie - przyp. K.]
Cymbał - człowiek ograniczony umysłowo
Dupa jak [gdańska!] szafa trzydrzwiowa - gruba dupa
Dupek - nielubiany człowiek
Facet - mężczyzna [wow - przyp. K.]
Flegmatyk - wyjątkowo powolny człowiek
Git człowiek - człowiek, który jest w porządku [jak tytuł filmu gangsterskiego]
Głupia gęś - niemądra kobieta
Hej mała! Hej lala! - zawołanie na kobietę
I tu jest pies pogrzebany! - tu został popełniony błąd
Ja ci zajebię! - odgrażanie: zrobię ci krzywdę
Ja pierdolę - przede wszystkim okrzyk zawodu, ale także zdziwienia lub aprobaty [komentarz do definicji: ja pierdolę!]
Jesteś wał! - jesteś do niczego
Jędza (krowa) - zrzędząca kobieta
Klezmer - gorzej niż przeciętny knajpiany muzykant
Koczkodan - brzydki, nieatrakcyjny człowiek
Kołtun - agresywny mieszczanin
Kurwiszonek - łatwa do zdobycia panienka
Lafirynda - kobieta egzaltowana
Lura - zbyt rozcieńczony, źle schłodzony napój
Masz kota w głowie! - głupi się urodziłeś i głupi umrzesz
Masz najebane we łbie! - masz namieszane w głowie
Masz robaki w dupie! - jesteś niespokojny
Melina - lokal o wątpliwej reputacji
Menda - nieznoszona osoba
Mendziarze, dajemy w długą! - uciekajmy, policja
Niech cię szlag trafi! - złorzeczenie
Nie dawaj dupy! - nie pozwalaj sobą pomiatać
Nie dowalaj do pieca! - nie przesadzaj
Odpierdol się - odczep się
Pachnie, jak z dupy Kachnie! - wydzielane są silne, nieprzyjemne zapachy
Pierdziel - nieustannie pierdzący, gadający głupstwa człowiek
Pizdolis - piesek pokojowy
Postawić namiot - mieć wzwód członka
Pościelówa - słodak muzyka do przytulania
Siki panny Weroniki - szczyny, podły trunek
Skuję ci ryj! - pogróżka: pobiję cię
Strzep sobie kapucyna! - zonanizuj się [nie spotkałem się jeszcze z takim zwrotem do kogoś: zonanizuj się]
Syf - nieprzyjemne, brudne przedmioty
Szukaj tatka latka - możesz szukać do ...
Śmierdziel - wydzielający przykre zapachy [serio? a to niespodzianka]
Tępy jak noga stołowa - jesteś tępy jak wół [wyjaśnienie spokojnie mogłoby również być hasłem]
Trąbić - głośno smarkać
Trzymaj się swojego chuja - interesuj się swymi sprawami
Ty zasrańcu! Ty chuju! - uniwersalne, obraźliwe określenie mężczyzny
Ty dupku żołędny - wyraz pogardy
Ty nędzna kreaturo! - wyraz zrezygnowania w stosunku do partnera
Ty skurwysynu - uniwersalny epitet dla mężczyzny
Uszczelka mi poszła - cieknie mi z nosa
Wyjadacz - doświadczona, rezolutna starsza osoba
W dupę se wsadź! - drastyczna odmowa
Wpierdalać - żreć [nie trzymają formy, powinno być: spożywać posiłek albo coś takiego]
Wszarz - człowiek bez żadnych wartości, nie nie warty
Wypierdek mamuta - tchórzliwy zahukany człowiek
Wypociny - pisany lub wypowiadany bezsens [a śpiewany?]
Wysoki jak brzoza, głupi jak koza! - ty przygłupie
Wyśmiecać się - szczegółowo opowiadać o swoich problemach
Zaczadzać - potajemnie pierdzieć
Zamelduj koniowi! - mnie to nie interesuje
Zamknij gębę, bo się muchy zlatują! - zamilcz
Zamknij paszczę, bo ci naszczę! - przestań mówić
Zapomnij! - nie warte wspomnienia, nawet sobie nie marz!
Zapomnisz, jak się nazywasz! Przemaluję ci gębę - (brak wyjaśnienia)
Zlewki - niesmaczne jedzenie
Złapała wróbelka - jest w ciąży
Żegnaj, Gienia, świat się zmienia! - skończone, minęło

Nie ukrywam, że bardziej mam ochotę używać niejednokrotnie tych definicji.
9:9:9:6
Czarne na białym mi nie leżało jednak. Nie czułem bluesa.
Przed państwem layout numer trzy.

Największą innowacją jest to, że po kliknięciu na datę, użytkownik zostanie przeniesiony do innych notek z danego miesiąca. Standardowo również kliknięcie na kategorię przenosi w stosowne miejsce.

Obrazek przedstawia Roberta Blake'a jako Tajemniczego Człowieka oraz Roberta Loggię jako Dicka Laurenta alias pana Eddiego. Zdjęcie pochodzi z materiałów prasowych dotyczących "Zagubionej autostrady". Stąd.
Broken conclusion and other plagues
Lekarz bez kitla przeszedł sam siebie. Miałem na 10:10 termin. Byłem pierwszy, o wpół do dziesiątej. Specjalnie dla el Doctore ubrałem szynę gipsową, której ponad tydzień na oczy nie oglądałem - w jakimś pudle przeprowadzkowym utknęła po tym, jak stała chwilę dumnie obok szafki nocnej - a co noga podchwyciła, odzwyczajając się od niej, trochę więc pobyt w przychodni był męczący, tym bardziej, że nie mogłem sobie znaleźć dobrego ułożenia nogi. W końcu wkurzyłem się i położyłem na ławce. Zanim do tego jednak doszło, el Doctore nie przyszedł. O 10:15 mój ojciec poszedł spytać na dół, gdzie czorta nosi, skąd wrócił po chwili, tylko po to, by mnie poinformować, że lekarz jest, po czym dodał, że na papierze. Super, pomyślałem. Żadnej informacji nie przykleili, przemądrzała pielęgniarka zabarykadowała się w gabinecie. Tego dnia była wyjątkowo w spódnicy, co ją trochę postarzyło wizualnie.
Do godziny 11:00 przeniesienie się gdziekolwiek nie było możliwe, ponieważ długa ławka pod oknem, którą potem wykorzystałem, zajęta była przez ludzi pragnących oddać krew i mocz do analizy. Ludzie, jak to ludzie, stoją w kolejce, trochę siedzą, były dwie matki z dziećmi, w tym jedna z nienaturalnie czerwonymi włosami, da się przeżyć. Ale pojawiła się matka z, tak na oko, 10-letnią córką, której mieli pobrać coś z gardła. Jakąś pałeczką. Mała nie chciała, co doskonale rozumiałem, bo ja do dziś nie pozwalam sobie pałeczką odgnieść języka. Wielu lekarzy poległo. Zawsze im mówię: "Nie dam sobie tego włożyć do ust", a oni zawsze mówią coś w stylu, że muszą. Haha, dobre sobie. Po efektownym, niepozorowanym odruchu wymiotnym, który nie pozwala zajrzeć mi do gardła, odpuszczają. Mała twardo walczyła, darła się, jakby co najmniej obdzierali ją ze skóry. Kiedy w końcu wyszła, chciała momentalnie spieprzyć z poczekalni, ale matka ją zatrzymała. Zaczęła małej tłuc do głowy, że musi to zrobić, bo jak nie, to ją wezmą do szpitala i ona się nią nie będzie przejmować, zostawi ją tam, krzyczała - to jest genialne - że ma się w tym momencie uspokoić, wciąż tylko dodawała: "Tylko bez dyskusji", a ja czułem, że zaraz nie wytrzymam. Nagle ojciec powiedział:
- Nie obgryzaj paznokci.
- Ta baba mnie wkurza.
Złapałem się na tym, że czekam, aż podniesie rękę na dziecko, a wtedy dowlokę się do niej, powłócząc zagipsowaną nogą niczym zombie na tandetnych produkcjach klasy B i "Resident Evilu" (czyli tandetnej produkcji klasy A), a następnie lutnę jej tam przy wszystkich kulą. Albo chociaż zahaczę tym uchwytem i powstrzymam. Cóż za idiotka krzyczy, że dziecko ma się uspokoić?
W końcu przestali przyjmować próbki i chyba nawet wydawać, więc ławka opustoszała. W końcu miałem dość trzymania nogi w górę w powietrzu, bo i tak drętwiała, i pokuśtykałem o kulach na ławkę, gdzie się położyłem. Kiedyś mnie moja własna matka opieprzyła, jak się w ten sposób zachowałem, ale to było w pierwszej klasie liceum, z tego, co pamiętam. Zresztą po pierwsze - mojej matki tam nie było, po drugie - już na mnie nie działa, jak na mnie krzyczy, ostatnimi laty przestała, po trzecie - noga była ważniejsza, a po czwarte - postanowiłem robić, co chcę. Położyłem się.
Od rana moja motorola miała baterię zdechniętą. Dzięku studiom i wykładowcy od elektrotechniki, którego pasją są baterie wszelakiej maści, wiem, jak postępować, żeby bateria długo trzymała. Nie wolno podładowywać. Ładujemy, jak zdechnie totalnie. I to najlepiej przy wyłączonym aparacie. Motorola ma tak, że głośno pika, jak jest głodna. Ojciec powiedział mi wcześniej, żebym wyłączył, bo będę doktora denerwował, ale z premedytacją postanowiłem postąpić na odwrót. Była 10:30, a tego mądrali jeszcze nie było. Poza tym i tak sobie nagrabił podczas wcześniejszych wizyt. Kiedy leżałem na ławce obok drzwi do analiz moczu, motorola raz po raz popikiwała, wkurzając coraz bardziej parę emerytów, którzy czekali do lekarza bez kitla. Za kolejnym razem, kobieta powiedziała:
- No tak, upał jak diabli, lekarz nie przyszedł i jeszcze pikają, chyba po to, żeby nas wykończyć.
Do tego momentu miałem ochotę wstać i powiedzieć jej, że to telefon, że jest głodny albo wyłączył głos, jak ojciec radził, ale słuchałem dalej. W końcu zaczęli się domyślać, że to ja. A potem poszli. Zmył się też chłopak, który również miał telefon z klapką. A pięć minut potem wszedł lekarz. Ha-ha-kurwa-ha, los jest skurwysynem, a geniusz po raz kolejny okazał się wieczną cierpliwością. Jedna z osób, które zrezygnowały - bo po drodze byli jeszcze inni - była przede mną, więc wlazłem.

Była godzina 12:30. Tym samym el Doctore spóźnił się do pracy 2,5 godziny. Niech żyje polska służba zdrowia. Dzięki jej ścieżce reedukacji postanowiłem więcej nie chorować, nie łamać sobie nic i tak dalej, i tak dalej.

Wizyta trwała pięć minut. Lekarz zdjął mi gips, powiedział, że mogę chodzić o tej nodze - co od tygodnia robiłem, ponieważ kręgosłup mi nie pozwalał na kule - a na koniec stwierdził nieco filozoficznym tonem:
- Medycyna nie ma tutaj już nic do zrobienia.
Słowa te ucieszyły mnie, bo oznaczają, że nie muszę się z nim więcej widywać.

Na koniec, zgodnie z nową tradycją, nie przepisał mi lekarstw.
Broken
To najgłupsze złamanie, o jakim słyszałam.
de Kojot


I
Podbiegałem do autobusu, który powinien być chwilę później, kiedy noga mi się powinęła i wykręciła. Z bólem nogi dokończyłem bieg. Łaskawy kierowca zaczekał na mnie, widząc, co się stało. Chuj z malinowym nosem. W autobusie ból zaczął się uspokajać. Z tego też powodu nie poszedłem opieprzyć kiermana.
Przypomina mi się, jak kiedyś z od lat niewidzianą znajomą jechaliśmy tramwajem i do motorniczego podszedł dziadek i odezwał się doń tymi oto słowy:
- Jeszcze nikt pana dzisiaj nie opieprzył, więc ja to zrobię...
Potem było standardowo.
Po dotarciu - z trudem - do domu, stwierdziłem, że po pierwsze - nie przechodzi, po drugie - puchnie. Bardzo miło jest, kiedy niektóre członki puchną, ale noga do nich nie należy. Zgodziłem się, żeby jechać na pogotowie. Na szczęście w domu były ku$le, więc mogłem odciążyć nogę.

1830. Na miejscu. Pani na recepcji spytała o ubezpieczenie.
- Ale przecież to pogotowie chyba. Nie mam przy sobie. Sytuacja jest nagła.
- Ma pan tydzień na okazanie odpowiedniego dokumentu. Potem wystawimy rachunek.
We're all living in Amerika. Oto byłem świadkiem sceny, jak z amerykańskiego filmu.
Recepcjonistka spojrzała na mnie.
- Skręcił pan kostkę?
- Chyba.
- To będzie pan miał stabilizator. Tylko proszę lekarza domowego poprosić. On wypisuje. Polecam czarny - tu pokazuje stabilizator, który ma na kostce - bo biały jest mniej wygodny. Poza tym... czarny to czarny.
- Wiadoma rzecz.
Rodzice spotkali znajomych, których nie widzieli od lat, a ja gościa, który może mi pomoże w pisaniu pracy licencjackiej. Swoją drogą, wypadałoby już zacząć. No, ale - byliśmy w poczekalni, to co będę pisał? Rozglądnąłem się. Głównie poobijani ludzie. Jedna ciężarna. Jakiś koleś trzymał się za brzuch. Cierpiał chyba najbardziej z wszystkich.
Ktoś zauważył, że kolejka się nie przesunęła o ani jedną osobę odkąd przyjechałem.
- Chyba zmiana lekarzy jest.
- Boże - narzeka ktoś - co za kraj!
W końcu zaczęli wpuszczać. Mieliśmy na szczęście dość czasu na ustalenie kolejności, więc wchodziliśmy bez przepychanek.
Przyjął mnie jakiś młody doktor o podwójnym nazwisku.
- Co panu jest?
- Biegłem do autobusu.
Wykręca mi kostkę.
- Boli?
- Nie.
Pokazuję na śródstopie.
- O, tutaj.
Wypisuje jakieś skierowanie.
- Rentgen i wrócić tutaj. Bez kolejki.
Na górze uśmiechem powitaliśmy się z wszystkimi ludźmi z kolejki.
- Widzę, że tutaj się przenieśliśmy.
Zaczęły się dyskusje na temat polskiej służby zdrowia.
- Znajomy opowiadał - powiedział mój ojciec - że był na Ukrainie i trafił na pogotwie. Dostał listę produktów, które musi kupić w aptece, żeby go przyjęli. Po prostu inaczej nie będzie miał jak zbadać. Więc tutaj jest lepiej.
Zrobili mi zdjęcie i wróciłem na dół, po raz trzeci spotykając znajomych z kolejki. Okazało się, że pod naszą nieobecność zrobiły się dwie kolejki. Jakaś kobieta z córką wepchnęła się, a za nią poszło trochę ludzi. Jakaś inna kobieta z córką, która była w kolejce jeszcze przed moim wyjściem, kłóciła się z ludźmi, którzy pojawili się później. Żeby było śmieszniej, ludzie bez kolejki stworzyli trzecią kolejkę. Kolejna kobieta z córką - trzeba uważać na nie w poczekalniach - wcisnęła się przede mnie, chociaż zdjęcie miała robione po mnie. Ktoś ze znajomych kolejkowych zauważył, że mężczyzna, który trzymał się za brzuch, siedzi z boku.
- Dlaczego pan nie wchodzi?
- Jestem na końcu kolejki.
- Po zdjęciu wchodzi się bez kolejki.
- Tak?
Widząc, że jest nieprzytomny z bólu, wpuściłem go przed siebie. Zgodnie z moimi przewidywaniami, miał problemy z kamieniami nerkowymi. Byłem kiedyś dotknięty tą dolegliwością i znam ten ból. Pamiętam gigantyczną ulgę po podaniu środka na rozluźnienie. I tak czekałem już długo.
Powiedziałem sobie jednak - po nerkowcu wchodzę, choćby skały srały i pierdziały. Położyłem lekarzowi o podwójnym nazwisku płytę DVD na biurku. Zapuścił sobie.
- Ja tu nie widzę złamania. Może jest. Widzi pan tę smugę?
- Widzę.
- To może być pęknięcie. Dobra, to robimy tak: noga w gips i na kontroli wyjdzie, czy faktycznie złamane.
Z kolejnym świstkiem wysłali mnie dalej. Patrzę na kartkę. "Rozpoznanie: źle stanął". Bomba. Pod ostatnim tego wieczoru pokoju spotkałem znajomych z kolejki, w tym pizdę, która mi się z córką wcisnęła już po zdjęciu rentgenowskim. Patrzę na tabliczkę obok drzwi: "SALA GIPSOWA".
- To prawie jak komnata bursztynowa - powiedziałem, kucając naprzeciwko. - Wyobrażam sobie, że są tam takie gipsowe popiersia i figury, jak z czasów antycznych, a także bogato rzeźbione plafony na sufitach, doryckie i korynckie kolumny...
Niestety, sala gipsowa okazała się być normalnym pomieszczeniem. Przyjął mnie taki trochę sobie byczek. Miał skarpetki do sandałów.
- Proszę się położyć! Noga tak!
Pociął jakieś plastry tego gipsu i owinął mi nogę. Chwilę tak sobie leżałem, po czym wrócił.
- Nie stawać na tę nogę! Poruszać się o kulach!
Może się wydawać, że miałem do czynienia z jakimś chamem. Może miał zły dzień. Na pewno dzięki niemu wiem, jak czuje się mięso w masarni.
Na korytarzu zastałem pana z takim samym gipsem. On nie miał swoich kul, a szpital nie daje. Bo po co? "Nie stawać na tę nogę". Ciekawe, czy też mu to powiedział cham w skarpetkach do sandałów.
Spojrzałem na zegarek. Była północ.

II
Następnego dnia rano zadzwoniłem do przychodni. Znowu Amerika.
- Ubezpieczenie?
- Nie mam, nie jestem u siebie. Sytuacja jest, rozumie pani, awaryjna.
- Ostatni raz!
Łaskawczyni. Internistka wypisała skierowanie do ortopedy i dała zwolnienie na trzy dni. Do piątku. Poradziła również, żeby się jak najszybciej zarejestrować.
- Jak mój znajomy złamał nogę w maju, to go umówili na październik - powiedziała mi znajoma. Żyć, nie umierać.
Miałem jednak dużo szczęścia - jak to ja - i okazało się, że ortopeda przyjmuje następnego dnia po raz pierwszy i są terminy. W czwartek, co okazało się istotne.

W czwartek przyjął mnie lekarz bez kitla i jego przemądrzała pielęgniarka. Obejrzał gips.
- Zdjęcie?
Podałem mu płytę DVD. Popatrzył na pielęgniarkę.
- No i na czym my to mamy otworzyć?
- W biurze jest komputer - odpowiedziała.
- Gdzie pana boli?
Pokazałem na drugiej nodze.
- Ta noga?
- Niee... Tylko tamta jest zawinięta.
- No tak.
- Za tydzień do kontroli.
- Tyle?
- Lekarstwa jeszcze pan ma. Zwolnienie panu wypiszę. Do kiedy pan ma?
- Do jutra.
- To nie mogę.
- Dlaczego?
- Bo się zajdą.
- Nie mogą się zachodzić - wtrąciła pielęgniarka.
- Mogę wypisać od dziś albo od jutra.
- A od poniedziałku?
- Od poniedziałku nie. Przepisy.
- Takie są przepisy - wtrąciła pielęgniarka.
Na dole chciałem się zarejestrować.
- Nie mogę pana zarejestrować.
- A to dlaczego?
- Bo jeszcze nie wiadomo, jak lekarz przyjmuje. Dziś jest pierwszy dzień. Proszę zadzwonić na początku tygodnia.

Na szczęście nie trzeba osobiście stawiać się po zwolnienie. Załatwiła to moja mama.

Jak rzekł, tak uczyniłem. Poniedziałek, 0800.
- Dzień dobry, chciałem się zarejestrować.
- Mam termin za miesiąc wolny.
- Potrzebuję na czwartek.
- To niemożliwe.
- Chciałem się zarejestrować w ubiegł czwartek, ale powiedział pan, że się nie da i żebym zadzwonił początkiem tygodnia. Dzwonię.
- Ale nie ma terminów.
- Ale ja muszę do kontroli. Lekarstwa mi się kończą.
Młody zaczął się dopytywać.
- Proszę przyjść, na kontrolę powinien przyjąć.

Czwartek. Godzina 1000. W poczekalni pusto. Otwierają się drzwi. Lekarz bez kitla. Wyjaśniłem mu sytuację. Przyjął mnie.
- Ma pan zdjęcie.
- Na płycie.
Wziął, wyszedł na chwilę. Wrócił.
- Ja tam nie widzę złamania.
CO?! (Napis na płycie informuje, że monitor poniżej dwóch megapikseli powoduje, iż zdjęcia nie mają wartości diagnostycznej.)
- No ale mnie ta noga boli.
Zdecydował się w końcu wyjąć nogę.
- Może pan stanąć?
- Boli.
- No, to możliwe, aparat jest obity.
- Ostatnio bardziej boli.
- Zszedł obrzęk, który trochę tamował.
Pielęgniarka zawinęła, wróciłem do niego.
- Proszę za dwa tygodnie przyjść.
- A zwolnienie?
Pielęgniarka wypisała.
- A lekarstwa?
- Skończyły się panu?
- Zastrzyki tak.
- A co pan tam właściwie miał?
- Fragmin 5000.
- No dobrze, to wypiszę.

Zrobił błąd w nazwie lekarstwa i nie chcieli sprzedać. Na szczęście mama przekonała, że lekarz jest rzadko, a zastrzyki trzeba sobie robić.

Czwartek dwa tygodnie później. Poczekalnia była znowu pusta, ale się zapełniła, to też koniec końców przyjście wcześniej nic nie dało.
- Każ sobie zrobić teraz prześwietlenie - poinstruowała mnie mama.
Odwinęli mi gips z przemądrzałą pielęgniarką.
- Może pan stanąć?
- Trochę boli.
- Nie mówi pan tego przekonany.
Zastanawia mnie, czy powinienem powiedzieć, że z bólu chcę sobie nogę odrąbać?
- Wie pan, miesiąc na niej nie stawałem, więc sam nie wiem, co czuję.
- No tak, tak, to wszystko zastane, to wiadomo - wtrąciła pielęgniarka.
Na szczęście potrafiłem ją ignorować. Lekarz wciąż się wahał. Powiedziałem więc:
- Tak, boli, że stanąć nie mogę.
Wysłał mnie na zdjęcie. Wróciłem. Wziął i popatrzył pod światło [sic!], po czym powiedział:
- Tak, jest pęknięcie.
Polska służba zdrowia potrzebowała trzech tygodni ponad, żeby to stwierdzić. Co więcej, w momencie zmieniło się podejście do mnie. Nie wyczułem, dopóki się nie zmieniło. Wcześniej - symulant. Teraz - autentyczny pacjent. Ładnie mi zawinięto nogę. Lekarz sam z siebie zwolnienie kazał wypisać. Od razu na miesiąc.
Niestety zapomniał o lekarstwach.

Prawdą jest, co mówią, iż trzeba mieć zdrowie, żeby chorować.

A jeszcze anegdota z poczekalni. Ostatnim opisanym razem był chłopak z chyba złamanym barkiem. Wyszedł i mówi do dziewczyny:
- Mam kupić bandaż.
Dziewczyna zdziwiła się.
- Jak to?
- I wrócić, to mi zawiną na nowo.
- Jak to?!
- Skończyły się bandaże na ten miesiąc.

III
Abstrahując od części przychodniowej nie było tak źle. Noga sama w sobie nie bolała, a ja miałem kule, o których się poruszałem swobodnie po domu. Trudności pojawiły się tylko w kuchni, ponieważ o ile można sobie zrobić - stojąc na jednej nodze - jedzenie czy picie, tak o przeniesieniu go gdziekolwiek nie ma mowy. Pełen kubek stawiałem na podłodze i przesuwałem przy pomocy kul, ale do trwa. Poza tym bałem się o kubek.
Najwięcej trudności, jeśli chodzi o kule, sprawiło mi dostanie się do... przychodni. Nie wyobrażam sobie dostania się tam na wózku. Jest zrobiony podjazd, ale prowadzi w ograniczony klombami terenik. Po prostu bomba. Schody wąskie, a drzwi ciężkie. Potrafiłem bez większych trudności otworzyć je energicznie na maksa, a potem szybko przekuśtykać, ale nie sądzę, żeby starsza osoba była w stanie coś takiego zrobić. Jednym słowem: porażka.
Bardziej bolesne były ww. zastrzyki. Antyzakrzepowe. Podskórne. To oznacza, że robi się je w warunkach domowych w brzuch. Trzeba sobie fałdkę zwinąć i dać strzała. Zacząłem po dwóch tygodniach szukać na sieci, jak to jest w nogę, ale znalazłem tylko jedną instrukcję (pokrywała się z tym, co Anton Chigurh sobie aplikował w hotelu, kiedy się opatrywał). Losowało głównie... fora weterynaryjne. Pamiętam, że swojemu żółwiowi podskórnie robiłem. Wyczytałem, że jeżeli się pojawia siniak, to znaczy, że zastrzyk się nie udał. Na oko oceniając, połowa zastrzyków poszła na marne. Podejrzewam, że mają to wliczone. Pacjent dostaje 10 strzałów, z których trzy mu wychodzą. I jest dobrze.
Od chodzenia o kulach po dwóch tygodniach rozbolał mnie kręgosłup do tego stopnia, że wylądowałem nieruchomo w łóżku, faszerowałem się Ketonalem Forte, a i tak musiałem rozważać każdy ruch. Na przykład obrót głową kosztował mnie potem pół godziny trwania w bezruchu celem zniwelowania bólu. Pamiętam ciekawe doświadczenie, kiedy leżałem w łóżku i ktoś stanął na nim. Na tyle blisko, żebym poczuł uginający się materac. To bolało. Niesamowite. Podobno Jan Paweł II od próby zamachu odczuwał do końca życia ból. Myślę, że to było coś podobnego. Jest niewiele rzeczy, za które go podziwiałem. Ani to mój przewodnik duchowy, ani autorytet. Ale fakt, że pomimo ciągłego bólu odmówił wtedy abdykacji, budziło mój podziw.
Z opresji wyciągnął mnie masażysta. Gość ma chyba dar, bo tylko dotyka i wie, gdzie jest niehalo. Za przyzwoleniem lekarza zdjąłem gips - ostatecznie noga była tylko pęknięta, do tego już się zrasta - i przy pomocy kul poruszam się po domu. Kręgosłup przeszedł, a ja unikam opierania większego ciężaru na nodze. Z początku musiałem się na nowo uczyć, bo mi się noga uginała, kiedy na niej stawałem. Staw skokowy się odzwyczaił. Nigdy bym nie powiedział, że atrofia mięśni postępuje tak szybko. Po dwóch tygodniach gips mi latał na nodze. Powoli wracam do normy. Ciekawe, co lekarz bez kitla następnym razem wymyśli?

Inwalidztwo to nie jest wesoła rzecz, powiem Wam.
>>
STRONA GŁÓWNA, blog klasyczny(11), czterocyfr(4), fragmenty(3), Ginger-B(3), linki(1), nr-63(3), obs(4), opowiadania(4).

2008: 10 09 08 07 06 05 04

AleksandradeKojotDoomgirlereminvalidMarmeynożownikRukistrachYuu

Od wydawcyKsięgaZałóż ownloga

Obowiązuje licencja Creative Commons.