[Chłopcy się starali]
W grze poruszasz się po pomieszczeniach przyszłości, masz do wyboru pięć rodzajów broni. Można zobaczyć niezłą grafikę i animację, które sprawiają specyficzny klimat.
9:9:9:8
Po 1,5 miesiąca napisałem w końcu "Notkę od wydawcy". Nie chwaliłbym się tym specjalnie, ale znajduje się tam krótki opis kategorii notek. Pytano mnie m.in. o to, co oznacza "obs". Odpowiedź na to i inne pytania można znaleźć w Notce.
[Proroctwo]
"Przewiduję powstanie uniwersalnego systemu informacji który umożliwi każdemu dostęp w każdym momencie do zawartości każdej książki, magazynu lub jakiegokolwiek faktu. System ten będzie miał osobne mikrokomputery jako terminale, główne punkty kontrolne przepływu informacji, i kanały komunikacyjne na tysiące rożnych sposobów od satelitów przez kable aż po linie laserowe. Nawet częściowa realizacja tego systemu częściowo będzie oddziaływała na każdego człowieka, na jego rozrywkę oraz jego intelektualny i emocjonalny rozwój. Ale prawdziwie historyczną rolą tego systemu będzie złamanie granic w wymianie informacji miedzy krajami i ludźmi."
Andriej Sacharow, 24 sierpnia 1974
Spotted
Idą po ciebie.
de Kojot


Dawniej, jak wpisało się "krazov" w Google, to wyszukiwarka proponowała "kraków". Obecnie tego nie robi. Co więcej, po wpisaniu "jonkrazov", proponuje "jon krazov".

Mają mnie.
Lyric County III: Isobel
Sue zrywał jabłka z drzewa. Wolałby gruszki, ale nie narzekał. Brał, co się nadarzyło. Nie miał kurtki, więc nie mógł nabrać więcej na drogę. Jadł trzecie z rzędu jabłko, kiedy usłyszał odgłos silnika samochodowego. Zrzucił z głowy kapelusz kowbojski, żeby łatwiej mu się było schować za drzewem. Ujrzał wiśniowoczerwony samochód klasy biznes. Bardziej jak żony biznesmena niż jego samego. Pojazd wjechał delikatnie na miękką, poranną trawę. Kierowca zgasił silnik i chwilę stał. Ze środka nie było słychać muzyki. Po chwili z samochodu wysiadła młoda kobieta. Ubrana była w elegancki kostium. Jej twarz jednak zdradzała duże styranie psychiczne. Otworzyła bagażnik i wyjęła gumowego węża. Naciągnęła jeden koniec na rurę wydechową. Sue przylgnął bardziej do drzewa, chociaż kobieta tak była zajęta, że nawet niespecjalnie się rozglądała. Możliwe, że zrobiła to, siedząc w samochodzie. Tymczasem rozwinęła węża i z drugą końcówką podeszła do drzwi. Zirytowała się faktem, że elektryczne otwieranie okna nie działa przy zgaszonym silniku. Rzuciła węża i siadła za kierownicą. Wyjęła z torebki kluczyki - po co je w ogóle chowała? - i uruchomiła zapłon.
W tym momencie do akcji postanowił wkroczyć Sue. Trawa w sadzie była na szczęście miękka, więc wytłumiła odgłos, jaki wydałyby obcasy jego kowbojek. Wielki problem podczas skradania się. Kobieta schylała się po końcówkę węża, kiedy ujrzała czubek buta stojącego na wężu. Podniosła wystraszony wzrok.
- Kim pan jest? - spytała.
Sue podniósł węża i obszedł samochód dookoła. Będąc z tyłu oswobodził rurę wydechową. Wsiadł od strony pasażera.
- Nazywam się Sue. Jak się masz?
- Sue? To chyba żeńskie imię.
- Mój ojciec miał nietuzinkowe poczucie humoru. Już sobie to wyjaśniliśmy. Bardziej martwię się o panią.
- Proszę mi nie przeszkadzać.
- Nie pozwolę pani zrobić tego, co pani planuje. Życie jest czasem twarde, ale to nie powód, żeby się zabijać. Coś o tym wiem.
- Czyżby?
- Tu, na południu, i to na prowincji dodatkowo, chłopiec imieniem Sue nie ma lekko. Proszę mi opowiedzieć, co się stało?
Kobieta milczała chwilę. Sue obniżył oparcie fotela i położył się.
- Skoro chce się pani zabić, to co pani szkodzi, pani...?
- Isobel, nazywam się Isobel.
Przyjrzał się jej. Miała na sobą grubą warstwę fluidu, pod którą dojrzał znikającego już siniaka.
- On nie jest tego wart.
Isobel była zaskoczona.
- Słucham?
- Ten, który cię krzywdzi.
- Nie wiem, o czym...
- Makijaż jest dobry z daleka.
Isobel spuściła wzrok.
Sue sięgnął do buta i wyciągnął rewolwer. Oczy Isobel błysnęły z przerażenia.
- Mogę go odwiedzić. - Schował broń. - Ale lepiej będzie po prostu podziękować mu za dalszy związek.
- Zabije mnie.
- Nie zrobi tego.
- Nie?
- Ja mu na to nie pozwolę. Zostaw ten samochód, Isobel, i chodź ze mną. Potrafię znikać. Potrafię zniknąć i ciebie.
- Sama nie wiem. A co jak jesteś jakimś psychopatą?
- Po pierwsze, jestem psychopatą. Po drugie, i tak chcesz się zabić, więc co ci szkodzi? Popatrz. Czytałem kiedyś, że samobójca najczęściej chce zrobić na złość żyjącym. Żywa, ale niedostępna też będziesz go wkurzać. Możemy mu nawet pocztówkę wysłać.
- Jest bogaty. Wynajmie najlepszych detektywów, żeby mnie znaleźli.
- Zajmę się nimi. Jeżeli trzeba będzie, naprawdę go odwiedzę. A wtedy odechce mu się szukania cię.
- Dlaczego to robisz?
- Nie wiem. Masz jedno życie i chcesz je tak łatwo oddać?
- Wszystko mi jedno.
Sue wysiadł z samochodu. Podszedł od strony kierowcy i wyciągnął Isobel za rękę.
- Zatem nie będziesz protestować, jak zostawimy ten samochód tutaj. Niech drań się domyśla, co mogło tutaj zajść.
Sue podniósł kapelusz z ziemi i ruszyli do wyjścia po drugiej stronie sadu. Tam czekał jego samochód.
- Gdzie jedziemy?
- Do Lyric County.

___________________________________
Inspiracja: Dido, "Isobel": lyric.
Kloszard jest na moście
Prowizorka okazuje się najtrwalsza.
Prawo Murphy'ego


Rzecz działa się w poprzedniej pracy. Wymiataliśmy z kolegą. Dział należał do nas. A potem dołożyli nam koleżankę. Sympatyczną poniekąd. Z dość pełnymi kształtami. Musiałem się pilnować dość, jak na nią patrzyłem. Do tego wszystko ją bardzo śmieszyło. Odgrywa to pewną rolę sprawczą w tej historii. Koleżanka wdrażała się powoli. Nie było jednak pośpiechu. Sezon jeszcze nie hulał, jak szalony wieprz. A potem przyszły zmiany. Zabrali mi kolegę. Dali kobietę na wychowawczym. Przede wszystkim niespodziewanie dla siebie zostałem nieformalnym szefem działu. Takim zaklasyfikowaniem siebie dokonałem rekompensaty braku podwyżki w tej sytuacji. Na pewno byłem osobą, do której wszyscy zwracali się z pytaniami. Myślę więc, że należało mi się chociaż tyle.
W tym to właśnie ferworze doszło do zabawnej sytuacji. Tempo pracy było wysokie. Jednym z moich - jako więcej wiedzącego - zadań było odblokowywanie zamówień. Kiedy klient przekraczał limit, system blokował go. Informacja szła do wsparcia sprzedaży. Tam wszystko liczyło pięć kobiet. Niekoniecznie wszystkie na raz. Nazywałem je czarownicami. Siedziały tam jak na sabacie. W kręgu. I odprawiały do dziś tajemne rytuały nad księgowymi papierami. Po jakimś czasie dostawaliśmy odpowiedź pt. "Puszczać". Czasem nie. Z taką podkładką było się gościem. Można było odblokowywać.
Nowa koleżanka dostawszy taką wiadomość mówiła do mnie dość długie zdanie: "Czy mógłbyś mi odblokować taką a taką firmę, ponieważ...". I tak dalej. W ferworze pracy niewielkie znaczenie miała dla mnie informacja, jaka to firma. Za którymś razem z rzędu powiedziałem:
- Wyślij mi tylko numer tego zamówienia i powód. Jak odblokuję, to powiem - tu nastąpiła chwila namysłu na wymyślenie najbardziej absurdalnego zdania, jakie może mi przyjść do głowy w tak krótkim czasie - to powiem: "Kloszard jest na moście".
Nowa koleżanka zaśmiała się. Śmiała się z tego nawet kilka tygodni później. Zaczęła mówić to jako hasło wywoławcze. Często nie widziałem, że mi wysłała coś komunikatorem. Więc wywoływała mnie kloszardem. Ja po chwili kloszardem odpowiadałem. Jednorazowy żart okazał się trwałym rozwiązaniem.

Całe teoretyczne wyjaśnienie skuteczności tej metody komunikacji skonstruowałem znacznie później. Koleją losu studiuję informatykę. Wciąż. Na pierwszym roku mieliśmy przedmiot o wdzięcznej oraz niewiele mówiącej nazwie teoretyczne podstawy informatyki. Na praktyczne się nigdy nie doczekałem. Szczęściem jednak, nie wstrzymywałem oddechu. Obyło się więc bez reanimacji. Przedmiot nawet był interesujący. Tam właśnie usłyszałem o redundancji. Redundancja to inaczej nadmiarowość. Czy wręcz dosłownie. W teorii informacji nadmiarowość oznacza, że w danym języku jest więcej form niż faktycznie potrzeba. Może to brzmieć cokolwiek abstrakcyjnie, posłużę się więc przykładem.
Kiedy widzimy słowo: "Krkaów" domyślamy się, że chodzi o "Kraków". Właśnie dlatego, że jest więcej słów niż potrzebujemy. Nie wszystkie kombinacje liter tworzą sensowne słowa. Fachowo mówiąc: znajdujące się w słowniku danego języka. Na początku wykorzystywano to do korygowania błędów. Każdy plik ma swoją sumę kontrolną, którą się dopisuje w nadmiarowej części. System wylicza swoją i porównuje z tą w pliku. Jak się nie zgadza, to najczęściej coś nie tak jest. Może być, oczywiście, błąd samej sumy. No bo niby dlaczego nie? Obecnie np. każde mp3 zamiast tylko dźwięku ma w sobie zakodowane informacje o artyście, tytule, raz spotkałem się z tekstem całej piosenki, a ostatnio dodają jeszcze okładki. Odtwarzacze to czytają ładnie. Ludzie lubią takie bajery.
Kariera kloszarda na moście szybko dobiegła końca, ale do dziś stosuję ten system. W kontaktach z różnymi osobami. Jeżeli więc kiedyś usłyszycie mnie mówiącego pozornie bezsensowne rzeczy, to zamiast cieszyć się, jak dzieci, że straciłem rozum do reszty, pomyślcie raczej, że być może ktoś Was tutaj, PT Czytelnicy, dyma.

Krótko po incydencie z kloszardem zmieniłem pracę. Koleżanki więcej nie spotkałem. Podejrzewam, że do dziś ją śmieszy wszystko dookoła. Pewnie opowiada znajomym przy grillu o kloszardzie. Może nawet sama wprowadza to w życie.
Zielony diabeł
Krazov und absinth
Był długi weekend majowy. Johnny powiedział:
- Przejedźmy się.
Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy. Do Wisły.
Po drodze Johnny powiedział:
- Sklepy są zamknięte. Ale mamy blisko do Czech.
W mojej głowie zapaliła się lampka. Powiedziałem tylko:
- Absynt.
Pół godziny później przejechaliśmy przez dawny punkt graniczny. Pierwszym sklepem w Czechach jest monopolowy. To zrozumiałe przy tej lokalizacji. Po trochę korzystnym dla siebie kursie Czesi sprzedali nam dwie butelki absyntu. Zielonego jak Ludwik.
Po powrocie kupiliśmy jeszcze cukier w kostkach i sok jabłkowy. Znaleźliśmy stronę w Internecie, gdzie przeczytaliśmy, jaki jest rytuał. Takiego tam właśnie słowa użyli. Rytuał. Obejrzeliśmy ponadto teledysk do "The Perfect Drug". Nauki nigdy za mało.
Absynt, dzięki dodatku anyżku, nie ciągnie wódą. Pomimo 70% alkoholu zawartego w sobie pachnie jak syrop na kaszel. Szczerze mówiąc, nie opanowaliśmy biegłości w przypalaniu cukru na karmel itd. Za pierwszym drinkiem o mało nie spaliliśmy stolika. Potem było lepiej - udało się utrzymać tendencję do niepodpalania mebli. Cukier ćwierkał na łyżeczce (zwykłej) i podpalał trunek przy mieszaniu, ale nie topił się. Przynajmniej nie od razu. Grunt, że dało się pić.
Johnny miał opóźnione widzenie światła, Joan kłopoty z mówieniem, a ja nie odczułem jakichś specjalnych wrażeń. Poza jednym - pomimo 70% alkohol wchodził nam powoli, niespiesznie. Długo zachowywaliśmy się, jakby nigdy. Dopiero potem zamiast bluesa włączyliśmy The Knife. Uaktywniło się moje ADHD. Zacząłem tańczyć na kanapie. A potem zrobiło mi się niedobrze. Ostatni raz tak się strułem z kolegą w lutym. Od tamtej pory nie mogę patrzeć na whisky. Wcześniej też nie mogłem, w sumie. Zobaczymy, jak będzie z zielonym diabłem.
Toteż jedynym obrazem, jaki namalowałem w tym stanie, był ten na ściance muszli. Nie przetrwał długo. Muszę jednak przyznać, że mam lepsze rzeczy na koncie. Wcześniej odstawiłem Joan do pokoju. Johnny zmył się z całym komputerem. Zostawił chipsy. W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam nic w żołądku i źle mi od alkoholu zawartego we krwi. Poszedłem spać.
Rano okazało się, że dalej mną chwieje. Skurczybyk długo trzymał. Polubiłem instytucję ściany. To musi być przerąbane - upić się na pustyni.

Wnioski końcowe. Nie ma halucynacji. Nie liczyłem na nie, ponieważ współczesny absynt jest pozbawiony alfotujonów, które je powodowały. Były również sprawcą psychozy, dlatego się oczyszcza zielonego diabła z ich śladów.
Dalej. Była to jednak zupełnie inna jakość upijania się. Z racji na wolnowchodzenie i anyżek. No i dłużej trzymało.
Zawsze powtarzam, że jak się upijać, to najlepszymi trunkami.

Druga butelka czeka, aż będę w stanie nań spojrzeć. A sok jabłkowy okazał się nieprzydatny.
<<>>
STRONA GŁÓWNA, blog klasyczny(11), czterocyfr(4), fragmenty(3), Ginger-B(3), linki(1), nr-63(3), obs(4), opowiadania(4).

2008: 10 09 08 07 06 05 04

AleksandradeKojotDoomgirlereminvalidMarmeynożownikRukistrachYuu

Od wydawcyKsięgaZałóż ownloga

Obowiązuje licencja Creative Commons.