nocountry
12.05.2008 :: 02:26
Wiedz że osoba która Ci to przesyła, uważa Cię za swojego prawdziwego przyjaciela... A może nawet czuje do Ciebie coś więcej.
Krazov
10.05.2008 :: 19:25
Wysublimowanie brzytwą Ockhama.
Bee
10.05.2008 :: 12:00
no tak, najwyraźniej siliłam się na niepotrzebne wysublimowanie bo to, co wygooglowałam było pełne mundrych słów określających kolejne fazy dysfunkcji piśmienniczo-czytelniczych.

a wiesz, brak dysfunkcji w tym zakresie spowodował brak rozeznania w nazwach kolejnych faz.

nie jest źle, wiem o co Ci szło, teraz to tylko nazwałeś. coś jak listeryna ;)
viki
09.05.2008 :: 19:32
kowadła nie są z plastiku
Krazov
09.05.2008 :: 18:51
Bee, wprowadziłem w Google: "tekst z poprzestawianymi literami" ;P.
Mr.Mey
09.05.2008 :: 18:25
Dobra, doobra.
Bee
09.05.2008 :: 17:51
miałeś tę przewagę zapewne, że masz archiwum ponad 2 letnie - ja musiałam szukać w ciemno

umysł faktycznie jest ciekawy, np. to, że kiedy poznasz znaczenie jakiegoś słowa to zdaje się ono wszędzie pojawiać

albo, że jak zrozumiesz zasadę [czy też klucz do odczytania żartu], to już się na to nie łapiesz. widzę teraz od razu, że te literki są nie po kolei.

podobnież z tzw. 'magicznym okiem', problem jest przy pierwszych dwóch obrazkach, przy każdym kolejnym widzisz go na 'dzień dobry'

and.. so on.
Krazov
09.05.2008 :: 16:01
Kojarzę ten tekst. (Znalazłem go 5 minut.)

Bdanaia na pweynm anelgiksim uneriwstyecie wyzakały, że nie ma znczeania, w jaikej kleojności napsziemy lietry wenąwtrz wryazu, blye tlkyo pirwesza i otstaina lreita błyy na soiwch mijsecach. Rtszea mżoe być dolnwoie poszamiena, a mmio to bedzięmy w stniae pczyrzetać tkest bez wikszęego prleobmu. Diezje się tak dlteago, że nie cztaymy kżdaej lteir odelndziie, ale wrayz jkao cłoaść!

Rzeczywiście ta sama zasada tu zachodzi, choć wewnątrz każdego ze słów z osobna. :]
Umysł ludzki to ciekawa rzecz.
Bee
09.05.2008 :: 15:52
kurde, godzinę straciłam na szukanie tego tekstu ale nie znalazłam:/

w każdym razie chodził taki nie łańcuszek, ale wiadomość na gadu kiedyś - tekst złożony właśnie z takich inwersji literowych

to chyba miało na celu naukę szybkiego czytania. i faktycznie, dopiero jak się przyjrzałam to te literki były poprzestawiane. zasada chyba była oczywista - pierwsza i dwie ostatnie litery miały się zgadzać [no i nie występować dwie takie same obok siebie]

fajna sprawa. skuteczna.



[wróć]


Komentowana notka:
Prowizorka okazuje się najtrwalsza.
Prawo Murphy'ego


Rzecz działa się w poprzedniej pracy. Wymiataliśmy z kolegą. Dział należał do nas. A potem dołożyli nam koleżankę. Sympatyczną poniekąd. Z dość pełnymi kształtami. Musiałem się pilnować dość, jak na nią patrzyłem. Do tego wszystko ją bardzo śmieszyło. Odgrywa to pewną rolę sprawczą w tej historii. Koleżanka wdrażała się powoli. Nie było jednak pośpiechu. Sezon jeszcze nie hulał, jak szalony wieprz. A potem przyszły zmiany. Zabrali mi kolegę. Dali kobietę na wychowawczym. Przede wszystkim niespodziewanie dla siebie zostałem nieformalnym szefem działu. Takim zaklasyfikowaniem siebie dokonałem rekompensaty braku podwyżki w tej sytuacji. Na pewno byłem osobą, do której wszyscy zwracali się z pytaniami. Myślę więc, że należało mi się chociaż tyle.
W tym to właśnie ferworze doszło do zabawnej sytuacji. Tempo pracy było wysokie. Jednym z moich - jako więcej wiedzącego - zadań było odblokowywanie zamówień. Kiedy klient przekraczał limit, system blokował go. Informacja szła do wsparcia sprzedaży. Tam wszystko liczyło pięć kobiet. Niekoniecznie wszystkie na raz. Nazywałem je czarownicami. Siedziały tam jak na sabacie. W kręgu. I odprawiały do dziś tajemne rytuały nad księgowymi papierami. Po jakimś czasie dostawaliśmy odpowiedź pt. "Puszczać". Czasem nie. Z taką podkładką było się gościem. Można było odblokowywać.
Nowa koleżanka dostawszy taką wiadomość mówiła do mnie dość długie zdanie: "Czy mógłbyś mi odblokować taką a taką firmę, ponieważ...". I tak dalej. W ferworze pracy niewielkie znaczenie miała dla mnie informacja, jaka to firma. Za którymś razem z rzędu powiedziałem:
- Wyślij mi tylko numer tego zamówienia i powód. Jak odblokuję, to powiem - tu nastąpiła chwila namysłu na wymyślenie najbardziej absurdalnego zdania, jakie może mi przyjść do głowy w tak krótkim czasie - to powiem: "Kloszard jest na moście".
Nowa koleżanka zaśmiała się. Śmiała się z tego nawet kilka tygodni później. Zaczęła mówić to jako hasło wywoławcze. Często nie widziałem, że mi wysłała coś komunikatorem. Więc wywoływała mnie kloszardem. Ja po chwili kloszardem odpowiadałem. Jednorazowy żart okazał się trwałym rozwiązaniem.

Całe teoretyczne wyjaśnienie skuteczności tej metody komunikacji skonstruowałem znacznie później. Koleją losu studiuję informatykę. Wciąż. Na pierwszym roku mieliśmy przedmiot o wdzięcznej oraz niewiele mówiącej nazwie teoretyczne podstawy informatyki. Na praktyczne się nigdy nie doczekałem. Szczęściem jednak, nie wstrzymywałem oddechu. Obyło się więc bez reanimacji. Przedmiot nawet był interesujący. Tam właśnie usłyszałem o redundancji. Redundancja to inaczej nadmiarowość. Czy wręcz dosłownie. W teorii informacji nadmiarowość oznacza, że w danym języku jest więcej form niż faktycznie potrzeba. Może to brzmieć cokolwiek abstrakcyjnie, posłużę się więc przykładem.
Kiedy widzimy słowo: "Krkaów" domyślamy się, że chodzi o "Kraków". Właśnie dlatego, że jest więcej słów niż potrzebujemy. Nie wszystkie kombinacje liter tworzą sensowne słowa. Fachowo mówiąc: znajdujące się w słowniku danego języka. Na początku wykorzystywano to do korygowania błędów. Każdy plik ma swoją sumę kontrolną, którą się dopisuje w nadmiarowej części. System wylicza swoją i porównuje z tą w pliku. Jak się nie zgadza, to najczęściej coś nie tak jest. Może być, oczywiście, błąd samej sumy. No bo niby dlaczego nie? Obecnie np. każde mp3 zamiast tylko dźwięku ma w sobie zakodowane informacje o artyście, tytule, raz spotkałem się z tekstem całej piosenki, a ostatnio dodają jeszcze okładki. Odtwarzacze to czytają ładnie. Ludzie lubią takie bajery.
Kariera kloszarda na moście szybko dobiegła końca, ale do dziś stosuję ten system. W kontaktach z różnymi osobami. Jeżeli więc kiedyś usłyszycie mnie mówiącego pozornie bezsensowne rzeczy, to zamiast cieszyć się, jak dzieci, że straciłem rozum do reszty, pomyślcie raczej, że być może ktoś Was tutaj, PT Czytelnicy, dyma.

Krótko po incydencie z kloszardem zmieniłem pracę. Koleżanki więcej nie spotkałem. Podejrzewam, że do dziś ją śmieszy wszystko dookoła. Pewnie opowiada znajomym przy grillu o kloszardzie. Może nawet sama wprowadza to w życie.