Lyric County: Sue
Młody mężczyzna wszedł do baru na stacji benzynowej z motelem. Usiadł przy kontuarze. Zjadł kilka orzeszków ziemnych z małej miseczki. Ruchem ręki zamówił piwo. Omiótł wzrokiem pomieszczenie. Kątem oka zauważył kogoś. Jego. Szukał go od ćwierćwiecza. I oto siedział tutaj. Chlał na potęgę. Wykrzykiwał rubaszne dowcipy do kelnerek. Mężczyzna naciągnął kapelusz na głowę, wsunął pieniądze pod pełną jeszcze butelkę i wymknął się z lokalu, kiedy nikt nie patrzył w jego stronę.
Wrócił do swojego pokoju. Zdjął koszulę, kowbojki, dżinsy oraz bokserki. Przebrał się szybko w stringi, mini, wysokie aż po krocze buty, czarną bluzkę i kurtkę z futrzanym kołnierzem. Kobiety mogłyby się od niego uczyć tempa. Szybko nałożył makijaż. Stary i tak ledwo widział na oczy.
Wyszedł z pokoju. Zaczął kołysać biodrami. Przez okno baru dojrzał, że człowiek, którego szuka, wstaje i udaje się do toalety. Która jest na zewnątrz. Młody mężczyzna czekał przy drzwiach. Kiedy stary wyszedł z łazienki usłyszał szczęk odciąganego kurka. Kątem oka ujrzał jakąś laskę. I lufę pistoletu. Od mniej korzystnej strony.
- Nazywam się Sue. Jak się masz? Bo zaraz zginiesz.
Sue uderzył mężczyznę kolbą pistoletu prosto w oczy. Ten się zatoczył, ale szybko dobył skądś nóż. Zamachnął się, ucinając Sue kawałek ucha. Sue krzyknął.
Kopnął napastnika w krocze. O mało się przy tym nie wywrócił. Nie przywykł do butów na obcasie. Jeszcze raz uderzył kolbą pistoletu w głowę. Stary upadł na czworaki. Kilka kopniaków w bok uziemiło go do reszty.
Sue kucnął. Zaczął wwiercać lufę pistoletu w skroń mężczyzny.
- Odszedłeś z domu, kiedy miałem trzy lata. Bywa. Zostawiłeś tylko gitarę i pustą butelkę po gorzale. Da się przeżyć, choć bywało ciężko. Jedna pensja na dwoje. Ale po jaką cholerę nazwałeś mnie SUE!? Całe życie mi dokuczali wszyscy dookoła. Musiałem walczyć z całym światem. Kolegami, koleżankami, raz nawet pobiłem nauczyciela. Kiedy już wszyscy się mnie bali, zacząłem szukać ciebie.
- Synu, świat jest twardy, a mężczyzna musi być twardszy. Wiedziałem, że nie będę mógł tam być, żeby cię wspierać. Dałem ci więc na imię Sue. Wiedziałem, że albo się zahartujesz, albo zginiesz. Ale widzę, że się zahartowałeś.
- A widzisz, jak jestem ubrany? Pomyślałeś o takich implikacjach swoich metod wychowawczych? Że twój syn będzie miał trudności z określeniem swojej seksualności?
- O czym ty gadasz, synu? Chyba nie jesteś pedałem!?
Sue wstał i schował pistolet do torebki.
- Nie.
Ruszył w stronę swojego pokoju.
- Czekaj, odchodzisz?
- Tak.
- Dlaczego?
- Bo zdałem sobie sprawę z faktu, że to bez sensu. Jeżeli cię zabiję, to nadal będę się nazywał Sue. Poza tym faktycznie mnie to zahartowało. Chyba ci daruję. Żyj sobie swoim żałosnym życiem. Żegnaj.
- To nie padniemy sobie w objęcia i nie pójdziemy na browca?
- To nie jest piosenka country, staruszku. Poza tym nie stać cię na taką cizię, jak ja.
Sue wrócił do pokoju. Lyric County czekało.

___________________________________
Inspiracja: Johny Cash, "A Boy Named Sue": a/v, lyric, wiki, facts.
STRONA GŁÓWNA, blog klasyczny(11), czterocyfr(4), fragmenty(3), Ginger-B(3), linki(1), nr-63(3), obs(4), opowiadania(4).

2008: 08 07 06 05 04

AleksandradeKojotDoomgirlereminvalidMarmeynożownikRukistrachYuu

Od wydawcyKsięgaZałóż ownloga

Obowiązuje licencja Creative Commons.