Bee
19.04.2008 :: 00:53
oto nadszedł jeden z nielicznych momentów, kiedy cieszę się, że nie jestem facetem.
yuu
18.04.2008 :: 08:24
Nice:) tylko że ja bym tym butem rąbnęła. Obcasem. Jestem porywcza.
Anha
18.04.2008 :: 08:08
Fajny zwrot akcji. Czytales 'Male zbrodnie malzenskie'? Erica Emmanuela Shmitta. On zastosowal cos podobnego.



[wróć]


Komentowana notka:
Don był w sklepie ogólnospożywczym. Zatrzymał się przy prasie. Otworzył program telewizyjny. Na okładce widział swoją ulubioną aktorkę. Zastanowiło go, jaki film z nią grają. Kiedy zamknął gazetę ujrzał kobietę. Miała na sobie bordową sukienkę. Patrzyła na niego.
- Jenny.
- Don.
Patrzył na nią w milczeniu.
- No co, nie masz mi więcej do powiedzenia?
- No, ale... a... Co słychać?
- Może wybierzemy się na kawę?
Don odłożył program telewizyjny na półkę.


Znaleźli kawiarnię w centrum handlowym. Rozmowa się nie kleiła.
- Co porabiasz?
- Mam firmę informatyczną. Myślę, że można mi pogratulować przedsiębiorczości.
- Że założyłeś firmę?
- Że tak ją założyłem, że nie muszę w niej nawet bywać. Istny samograj.
- No, to nieźle.
- A ty co robiłaś przez te lata?
- Trochę pracowałam jako fakturzystka. Potem księgowa. Ale to nudne.
- Mój znajomy mówi, że wszyscy księgowi to nudziarze.
- Nie pomylił się bardzo.
Na chwilę zapadło milczenie. Don obserwował Jenny. Była spięta. W końcu zebrała się w sobie.
- Mogę ci coś opowiedzieć?
- Pewnie.
- Jak wiesz, ciężko przeżyłam nasze rozstanie kiedyś.
- Wiem. Byłem zdziwiony, że się odezwałaś.
- Po tobie byłam z takim prawnikiem. Nudny, ale przewidywalny. Bezpieczny. Mimo wszystko nie wyszło. I wtedy... - Don wstrzymał oddech. - Uciekłam w świat fantazji.
- Fantazji?
- Tak, wyobraziłam sobie, że przez kilka tygodni mieliśmy romans. Nawet pamiętam mieszkanie, w którym żyliśmy. Ale nawet w mojej fantazji to nie wyszło. Zostawiłeś mnie po raz drugi. Próbowałam się zabić. Wylądowałam w psychiatryku. Już doszłam do siebie. Nawet mogę ci to opowiedzieć, ale było źle.
- Coś ci pokażę.


Weszli do pokoju. Don zapalił światło. Jenny w pierwszej chwili nic nie widziała. Obrazy docierały do niej powoli. Przebłyskami. A potem oczy przyzwyczaiły się. Spojrzała po mieszkaniu.
- O boże...
- Tak.
- Nie.
- Tak. Niestety.
- To znaczy, że...
- Tak.
- Nie wymyśliłam sobie tego.
- Tak.
Jenny upadła na kolana i siadła na podłodze.
- Tyle miesięcy terapii.
- Miałaś zdolnego lekarza.
- To miało być śmieszne!?
- Przepraszam.
- Po co mi to w ogóle pokazujesz?
- Nie wiem. Pomyślałem, że ja chciałbym znać prawdę. Najwyżej jeszcze raz wyprzesz to z pamięci.
Jenny wstała. Zamierzyła się na Dona. W ręce miała buta na wysokim obcasie.
- Myślisz, że mam jakiś przycisk do zapominania?
- Masz rację, to było bez sensu. Niepotrzebnie cię tu przyprowadziłem.
Jenny upuściła buta. Wsunęła w niego stopę.
- Może chociaż odpowiesz mi na jedno pytanie.
- Może.
- Przestałam je sobie zadawać. W końcu. Skoro to było wymyślone.
- Ale nie było.
- Dlaczego odszedłeś drugi raz?
- Nie myślałem o tym dużo. Po naszej ostatniej rozmowie obiecaliśmy nie kontaktować się więcej. Pewnie pozbyłaś się wszelkich śladów mojej obecności. Odszedłem drugi raz, ponieważ za bardzo się asekurowałaś, nie dopuszczając mnie do siebie. Nie potrafiłem się przebić przez to. Nie jestem maszyną.
- Więc to moja wina?
- Nie ma tu niczyjej winy. Może winą była próba ponownego zejścia się. Nie starczyło nas już do tego.
- Nienawidzę cię!
Jenny wyszła, trzaskając drzwiami. Don westchnął. Zdjął marynarkę. Usiadł w fotelu. Przetarł oczy. Był zmęczony.