nocountry
GyPsi
08.05.2008 :: 15:04
Grekofile najwyrazniej;)
Krazov
08.05.2008 :: 12:00
Boże. A*p*sinthion widziałem w sklepie. Ale myślałem, że to jakaś lipna podróba. Przez "P"? - pomyślałem.
GyPsi
08.05.2008 :: 11:53
A nie, polski De Luxe ma o dziwo 55% (a na stronie jest rowniez Grand De Luxe 68%)
Ale za to w 2005 roku dostal zloty medal w The International Wine & Spirit Competition, wiec moze od czeskiego duzo gorszy nie jest?
www.apsinthion.com.pl - zero informacji jak go kupic, hmmm...
viki
07.05.2008 :: 19:16
polski ma pewnie 90%
Krazov
07.05.2008 :: 15:58
Ja taki frankofil nie jestem znowuż.
Polski absynt? Nie jestem przekonany. Ten czeski ma renomę w Europie. Ale polski?
GyPsi
07.05.2008 :: 15:24
W jukeju mozna kupic POLSKI absynt - i to gdzie, w Sainsbury's ;) Trzeba bylo wyjechac, zeby sie dowiedziec, ze Polska tez ma prawo produkcji. Ale wylacznie na eksport.
Odkrecili, polizali i czekamy na jakas okazje.
viki
07.05.2008 :: 14:11
nierozumiem jak mogles rozpatrywac inny sposob niz francuski ;)
Bee
07.05.2008 :: 13:59
...
Krazov
07.05.2008 :: 13:40
W sumie, jakby nie patrzeć, to musieliśmy się zaopatrzyć w... Czechach.
Bee
07.05.2008 :: 13:28
No Country for Good Quality Drinkers ;]
Krazov
07.05.2008 :: 13:22
Raz mnie to spotkało, na głębokiej Nowej Hucie. "Poproszę gorzką żołądkową." "Mamy tylko piwo." Od razu jakiś jarząbek zaczął mi tłumaczyć, jak dotrzeć do najbliższego monopolu.
Tylko piwo? Ludzie, no.
Bee
07.05.2008 :: 13:13
mi też by nie przeszkadzało gdyby nie zaczęli mnie dyskryminować... 'idziemy na piwo?' 'idziemy' - powiedziałam mając głośną kurna nadzieję, że sobie strzelę coś bardziej wyrafinowanego.. i co? i się ostałam z colą:| i ze spojrzeniem barmanki, że 'ło, przyszła taka i drinka chce w porządnej mordowni'
Krazov
07.05.2008 :: 13:10
Nie przeszkadza mi to. Ale czasem bywa zabawnie, jak pani w sklepie pyta, jakie wino ma być, a my odpowiadamy: "Do 30 zł", na co pani stwierdza: "Nie mamy takich drogich win".
Sam absynt pomimo niekantorowego przelicznika udało się kupić za 45 zł za butelkę, podczas gdy w Polsce zamawiając przez neta trzeba zacząć od ok. 100 zł.
Niech inni piją na ilość, proszę bardzo. W sumie, wiesz, więcej markowych dla nas, burżujów.
Bee
07.05.2008 :: 12:50
'liczy się droga, nie cel.'

o Ty naiwny:P gdyby dla nich wszystkich liczyła się droga miast celu to nie byłoby piw zakręcanych [o lol], win za 3,40 i innych takich 'na-czasie-zyskiwaczy'

my, burżuazyjnie [bo za ponad 10 zeta?:]] pijący jesteśmy na wymarciu
Krazov
07.05.2008 :: 11:33
Dla mnie to jak film drogi. Liczy się droga, nie cel. :]
Mr.Mey
07.05.2008 :: 11:29
Skutek ten sam. Droga osiągnięcia inna ;)
Krazov
07.05.2008 :: 11:18
Panie Meyu, właśnie nie tak samo, jak po zwykłej wódce. Wchodzi inaczej. Znacznie inaczej.
Krazov
07.05.2008 :: 11:17
Gdzieś czytałem, że z sokiem się pije. I nawet zaczęliśmy szukać tego przepisu, ale ostatecznie górę wziął rytuał francuski. Na pewno o wiele zabawniejszy sposób. Szczególnie, jak po pijaku podpalasz szklankę z alkoholem, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Mr.Mey
07.05.2008 :: 11:17
Też mam takie sobie doświadczenia z absyntem. Sporo zabawy i zachodu a tak naprawdę skutek taki sam jak po np. krakowskiej. No, tylko smak o niebo lepszy.
viki
07.05.2008 :: 11:04
tak sie zastanawialam wlasnie, po cholere Ci ten sok
Krazov
07.05.2008 :: 09:54
Okulary klasa. Długo szukałem takich.
yuu
07.05.2008 :: 09:02
Fajne okulary:]
Krazov
07.05.2008 :: 00:24
Tak jest!
Bee
06.05.2008 :: 23:22
jebane dekadenty!



[wróć]


Komentowana notka:
Krazov und absinth
Był długi weekend majowy. Johnny powiedział:
- Przejedźmy się.
Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy. Do Wisły.
Po drodze Johnny powiedział:
- Sklepy są zamknięte. Ale mamy blisko do Czech.
W mojej głowie zapaliła się lampka. Powiedziałem tylko:
- Absynt.
Pół godziny później przejechaliśmy przez dawny punkt graniczny. Pierwszym sklepem w Czechach jest monopolowy. To zrozumiałe przy tej lokalizacji. Po trochę korzystnym dla siebie kursie Czesi sprzedali nam dwie butelki absyntu. Zielonego jak Ludwik.
Po powrocie kupiliśmy jeszcze cukier w kostkach i sok jabłkowy. Znaleźliśmy stronę w Internecie, gdzie przeczytaliśmy, jaki jest rytuał. Takiego tam właśnie słowa użyli. Rytuał. Obejrzeliśmy ponadto teledysk do "The Perfect Drug". Nauki nigdy za mało.
Absynt, dzięki dodatku anyżku, nie ciągnie wódą. Pomimo 70% alkoholu zawartego w sobie pachnie jak syrop na kaszel. Szczerze mówiąc, nie opanowaliśmy biegłości w przypalaniu cukru na karmel itd. Za pierwszym drinkiem o mało nie spaliliśmy stolika. Potem było lepiej - udało się utrzymać tendencję do niepodpalania mebli. Cukier ćwierkał na łyżeczce (zwykłej) i podpalał trunek przy mieszaniu, ale nie topił się. Przynajmniej nie od razu. Grunt, że dało się pić.
Johnny miał opóźnione widzenie światła, Joan kłopoty z mówieniem, a ja nie odczułem jakichś specjalnych wrażeń. Poza jednym - pomimo 70% alkohol wchodził nam powoli, niespiesznie. Długo zachowywaliśmy się, jakby nigdy. Dopiero potem zamiast bluesa włączyliśmy The Knife. Uaktywniło się moje ADHD. Zacząłem tańczyć na kanapie. A potem zrobiło mi się niedobrze. Ostatni raz tak się strułem z kolegą w lutym. Od tamtej pory nie mogę patrzeć na whisky. Wcześniej też nie mogłem, w sumie. Zobaczymy, jak będzie z zielonym diabłem.
Toteż jedynym obrazem, jaki namalowałem w tym stanie, był ten na ściance muszli. Nie przetrwał długo. Muszę jednak przyznać, że mam lepsze rzeczy na koncie. Wcześniej odstawiłem Joan do pokoju. Johnny zmył się z całym komputerem. Zostawił chipsy. W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam nic w żołądku i źle mi od alkoholu zawartego we krwi. Poszedłem spać.
Rano okazało się, że dalej mną chwieje. Skurczybyk długo trzymał. Polubiłem instytucję ściany. To musi być przerąbane - upić się na pustyni.

Wnioski końcowe. Nie ma halucynacji. Nie liczyłem na nie, ponieważ współczesny absynt jest pozbawiony alfotujonów, które je powodowały. Były również sprawcą psychozy, dlatego się oczyszcza zielonego diabła z ich śladów.
Dalej. Była to jednak zupełnie inna jakość upijania się. Z racji na wolnowchodzenie i anyżek. No i dłużej trzymało.
Zawsze powtarzam, że jak się upijać, to najlepszymi trunkami.

Druga butelka czeka, aż będę w stanie nań spojrzeć. A sok jabłkowy okazał się nieprzydatny.